wyświetlenia
Najpierw napadli na 11-latków
Do pierwszego zdarzenia doszło 4 maja około godziny 15:00 w rejonie pustostanu przy ulicy Umultowskiej w Poznaniu. Dwaj nieletni podeszli do dwóch 11-letnich chłopców, grozili im pobiciem i zażądali wydania wszystkich posiadanych rzeczy. Pokrzywdzeni oddali kilka złotych oraz dwie plastikowe zabawki imitujące pistolety. Po wszystkim sprawcy uciekli z miejsca zdarzenia. Początkowo nikt nie zgłosił tego incydentu na policję.
Godzinę później - "broń" wycelowana w kierowcę
Około godziny później na ulicy Lechickiej jeden z chłopców przejechał przez jezdnię, po czym przed maską jadącego pojazdu wyciągnął przedmiot przypominający broń palną i wycelował go w stronę kierowcy. Kierowca nie zgłosił zdarzenia na policję - przynajmniej nie od razu.
Anonimowe nagranie trafiło na policję
Dzień później funkcjonariusze z Komisariatu Policji Poznań - Północ otrzymali anonimową wiadomość mailową z nagraniem z wideorejestatora samochodowego, dokumentującym całe zdarzenie na ulicy Lechickiej. Policjanci szybko ustalili tożsamość autora nagrania i skontaktowali się z nim. Mężczyzna złożył formalne zawiadomienie o kierowaniu wobec niego gróźb.
Plastikowa zabawka skradziona 11-latkom
Intensywna praca operacyjna i analiza zabezpieczonych materiałów przyniosły efekt dwa dni później - funkcjonariusze zatrzymali dwóch nieletnich obywateli romskich w wieku 13 i 14 lat. Sprawa nabrała dodatkowego wymiaru, gdy śledczy ustalili, czym właściwie groził starszy z chłopców. Przedmiot przypominający broń palną okazał się plastikową zabawką - tą samą, którą wcześniej skradziono 11-latkom podczas rozboju przy ulicy Umultowskiej.
Co dalej z nieletnimi?
Chłopcy zostali doprowadzeni do komisariatu i przesłuchani w charakterze nieletnich sprawców czynu karalnego. Zgromadzony materiał dowodowy trafi do Sądu Rodzinnego i Nieletnich, który zdecyduje o dalszych konsekwencjach.
Całe zdarzenie pokazuje, jak ważną rolę odgrywają wideorejestratory. Gdyby nie anonimowe nagranie przesłane na policję, sprawa mogłaby nigdy nie wyjść na jaw - żadna z ofiar nie zdecydowała się bowiem samodzielnie zgłosić zdarzenia funkcjonariuszom.
Rozmowy na Facebooku