wyświetlenia
„Alanik”, podsumowując przygotowania do swoich ostatnich pojedynków, otwarcie przyznał się do przyjmowania męskiego hormonu. – Nie ukrywam tego, że tam sobie regeneracyjnie biję tego teścika – oświadczył prosto z mostu zawodnik. Kwieciński błyskawicznie doprecyzował jednak, że jego celem nie jest drastyczne przekraczanie dopuszczalnych medycznie wskaźników, a jedynie wsparcie zmęczonego ciężkimi treningami ciała. Celebryta zapewnił, że gdyby w tym momencie przeszedł szczegółowe badania laboratoryjne, to jego poziom testosteronu wciąż mieściłby się w ogólnie przyjętych normach.
Radykalna zmiana podejścia do tego tematu zaskoczyła nie tylko kibiców, ale i dziennikarzy. Jak zauważyli prowadzący studio, kiedyś o takich sprawach mówiło się wyłącznie szeptem, tymczasem obecnie zawodnicy bez najmniejszego skrępowania wykładają kawę na ławę. Kwieciński, komentując realia panujące w organizacjach takich jak KSW czy w federacjach freakowych, rzucił wyjątkowo mocne porównanie. – Zobacz, jak oni są nabici, pochlastani. Świecą jak świetliki w nocy. To nie ma tak, że nie są nabici – stwierdził, dając jasno do zrozumienia, że zaawansowana suplementacja hormonalna to absolutny standard na polskiej scenie sztuk walki.
Doświadczony zawodnik podsumował swoje wystąpienie apelem do innych mężczyzn, podkreślając, że z wiekiem dbanie o własną gospodarkę hormonalną staje się kluczowe dla zdrowia. Zwrócił uwagę, że po przekroczeniu pewnej bariery wiekowej nawet lekarze często zalecają podawanie testosteronu pod ścisłą kontrolą specjalistów, aby utrzymać odpowiednią witalność oraz sprawność narządów wewnętrznych. Dla wielu komentujących to odważne wyznanie Kwiecińskiego stanowi bezprecedensowy moment, który ostatecznie zdejmuje łatkę tajemnicy z tematu dopingu w świecie polskich sportów walki.
Rozmowy na Facebooku