wyświetlenia
Dla właściciela czarnego SUV-a moment ten miał wyjątkowo gorzki, wręcz „jubileuszowy” charakter. - Samochód jedzie dwudziesty raz do serwisu - poinformował zrezygnowany biznesmen, pokazując auto unieruchomione na lawecie. Co najbardziej bulwersujące, pojazd wrócił do właściciela zaledwie trzy dni wcześniej, po trwającej aż cztery miesiące nieudanej próbie naprawy w autoryzowanym punkcie. Po tak długim czasie spędzonym w warsztacie, na desce rozdzielczej luksusowego krążownika ponownie zapaliła się kontrolka „check engine”, a sam Maybach wciąż niebezpiecznie myszkuje po drodze, stwarzając zagrożenie podczas jazdy.
Długotrwały pobyt w serwisie przyniósł właścicielowi nie tylko frustrację z powodu niedziałającego mechanizmu, ale też spore straty estetyczne. Pan Andrzej zaprezentował na wideo, w jakim stanie specjaliści oddali mu wart fortunę samochód z jasną, skórzaną tapicerką. Ekskluzywne fotele są teraz brudne i czarne w środku, a pracownicy warsztatu zdołali dodatkowo wyrwać przełącznik w kierownicy. Właściciel nie krył oburzenia poziomem usług i wskazał wprost, że za te zniszczenia odpowiada autoryzowany serwis Mercedesa.
To już kolejna w ostatnim czasie tak spektakularna i kompromitująca wpadka tej niemieckiej marki premium. Dopiero co opisywaliśmy na łamach naszego portalu niewiarygodne nagranie z Łodzi, gdzie dwie kobiety wyjechały nowiutkim Mercedesem z salonu i musiały wezwać lawetę na pierwszym skrzyżowaniu, zaledwie kilkaset metrów po odebraniu kluczyków. Przypadek poznańskiego Maybacha, który pomimo astronomicznej ceny odwiedza serwis częściej niż stację paliw, tylko utwierdza internautów w przekonaniu, że współczesna motoryzacja luksusowa boryka się z ogromnymi problemami jakościowymi.
Rozmowy na Facebooku