menu
Sól himalajska to głównie dobry marketing. Jej skład może zaskoczyć bardziej, niż się wydaje.
Sól himalajska to głównie dobry marketing. Jej skład może zaskoczyć bardziej, niż się wydaje.
Choć nazwa sugeruje wysokie partie Himalajów, sól himalajska najczęściej pochodzi z pakistańskich złóż soli kamiennej, przede wszystkim z kopalni Khewra w Pendżabie. Geologicznie jest związana z pasmem Salt Range na południowym obrzeżu strefy himalajskiej, dlatego handlowa nazwa „himalajska” się przyjęła, choć nie chodzi o sól wydobywaną gdzieś spod ośnieżonych szczytów.

Jej wyjątkowość też bywa wyolbrzymiana. Chemicznie to nadal przede wszystkim chlorek sodu, a różowy kolor bierze się z domieszek minerałów, głównie związków żelaza. Badania pokazują, że poza sodem można znaleźć tam śladowe ilości wapnia, magnezu, potasu i innych pierwiastków, ale są to ilości zbyt małe, by robiły istotną różnicę żywieniową.

Reklama

Najciekawsze jest to, że ten „naturalny” skład obejmuje nie tylko minerały przedstawiane w reklamach jako atut, ale też śladowe ilości pierwiastków uznawanych za niepożądane, w tym ołowiu czy rtęci. To nie znaczy, że każda paczka jest niebezpieczna, tylko że mówimy o zwykłej soli kamiennej z domieszkami, a nie o jakimś wyjątkowym superprodukcie. W analizie 31 próbek różowej soli jedna przekroczyła nawet limit dla ołowiu, choć pozostałe próbki nie przekraczały limitów dla arsenu, kadmu i rtęci.

TWOJA REAKCJA?

Rozmowy na Facebooku