wyświetlenia
Nagranie pod artykułem
Według relacji, kierowca jadący przed nim zaczął manewr skrętu w lewo, ale nie mógł go dokończyć i częściowo się zablokował. Autor przyznaje, że mógł ominąć auto z prawej strony, ale zamiast tego sam „też go przyblokował”. I właśnie w tym momencie robi się klasycznie - zamiast szybkiego rozwiązania, pojawia się przepychanka na zasadzie „ja ciebie nie puszczę, ty mnie nie miniesz”.
W opisie pada też stwierdzenie, że „ich jest większa siła”, a on był pod presją i prosi o ocenę sytuacji. Na końcu ma dojść do nerwowej reakcji - autor wspomina o uderzeniu ręką w jego auto przez kobietę.
To, co zwraca uwagę w całej historii, to rozdźwięk między tym, jak autor chciał tę scenę opowiedzieć, a tym, co sam napisał. Skoro ktoś świadomie blokuje drugą stronę, a potem mówi o „ataku” i winie wyłącznie po stronie innych, trudno się dziwić, że w komentarzach pod podobnymi nagraniami często pojawia się jedno pytanie: po co to było eskalować, skoro dało się to rozwiązać w kilka sekund?
Rozmowy na Facebooku