wyświetlenia
Schemat działania - precyzja godna korporacji
Grupa działała według stałego, starannie opracowanego schematu. Rzeczywiste zderzenia wykonywali tzw. "kaskaderzy", którzy natychmiast znikali z miejsca zdarzenia. Ich rolę przejmowały podstawione osoby - "słupy" - figurujące w dokumentacji jako uczestnicy kolizji. Pojazdy były fikcyjnie rejestrowane na osoby, które nigdy nie były ich faktycznymi właścicielami, a rachunki bankowe wskazywane ubezpieczycielom formalnie należały do tych samych figurantów. Pieniądze ostatecznie trafiały do organizatorów procederu.
Jak podkreśliła rzeczniczka KWP w Radomiu podinsp. Katarzyna Kucharska: żadna ze szkód nie była przypadkowa. Całość nadzorowali członkowie grupy, którzy organizowali przebieg zdarzenia, wybierali jego miejsce, opłacali podstawione osoby i nadzorowali proces ubiegania się o odszkodowania.
Luksusowe auta jako narzędzie przestępstwa
Kluczem do wysokich odszkodowań był dobór pojazdów. Grupa wykorzystywała luksusowe samochody - często kradzione na zlecenie, następnie przerabiane i legalizowane. Dzięki temu pojedyncze odszkodowanie mogło sięgać nawet 300 tysięcy złotych. Łącznie w toku śledztwa policjanci z Wydziału do walki z Przestępczością Ekonomiczną KWP w Radomiu ujawnili kilkadziesiąt kradzionych aut, setki części samochodowych i zlikwidowali tzw. dziuple. Zabezpieczono 23 pojazdy o wartości 2 mln złotych, które trafiły później na licytacje skarbowe.
Skala operacji i efekty śledztwa
Śledztwo trwało nieprzerwanie od 2019 roku i zakończyło się wynikami rzadko spotykanymi w polskich sprawach kryminalnych. Przeprowadzono 62 realizacje, zastosowano 18 tymczasowych aresztowań, a prokurator zabezpieczył majątek podejrzanych o wartości blisko 4,3 mln złotych. Łącznie zarzuty usłyszało 376 osób - organizatorzy, "kaskaderzy", słupy i osoby obsługujące proceder od strony formalnej.
Sprawa jest o tyle wyjątkowa, że tego rodzaju przestępczość bardzo rzadko kończy się tak rozległym aktem oskarżenia. Grupy wyłudzające odszkodowania komunikacyjne działają w Polsce od lat - policja rozbijała już podobne organizacje na Śląsku, Dolnym Śląsku czy Podlasiu - jednak skala mazowieckiego procederu i liczba oskarżonych wyróżnia tę sprawę na tle wszystkich poprzednich.
Kto za to płaci?
Odpowiedź jest prosta - wszyscy kierowcy. Fałszywe odszkodowania bezpośrednio przekładają się na wyższe składki OC dla zwykłych ubezpieczonych. Firmy ubezpieczeniowe wliczają straty z tytułu wyłudzeń w koszty działalności, które ostatecznie pokrywają klienci. Sprawa mazowiecka to przypomnienie, że przestępczość ubezpieczeniowa to nie abstrakcja - to realne pieniądze wypłacane z kieszeni każdego, kto płaci polisę.
Źródło Policja Mazowsze
Rozmowy na Facebooku