wyświetlenia
Zatrzymanie nad ranem i zarzuty z aktu oskarżenia
Według ustaleń „Super Expressu" Dariusz G. został zatrzymany 23 czerwca 2025 roku nad ranem. Prokuratura postawiła mu zarzut udziału w grupie przestępczej mającej na celu wyłudzanie pieniędzy metodą „na policjanta" - sprawcy podszywali się pod funkcjonariuszy, aby doprowadzić pokrzywdzonych do „niekorzystnego rozporządzania mieniem".
Zgodnie z informacjami gazety, w tzw. „mafii wnuczkowej" – jak potocznie określa się grupy stosujące metody „na wnuczka" czy „na policjanta" - ojciec Viki Gabor miał pełnić rolę „logistyka". Współpracował z tzw. „telefonistami" (osobami dzwoniącymi do ofiar) oraz „odbierakami" (osobami odbierającymi pieniądze od oszukanych). Zgodnie z doniesieniami proceder miał działać w kilku polskich miastach w 2024 roku.
W akcie oskarżenia wyszczególniono między innymi:
- czterokrotne doprowadzenie innych osób do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w celu osiągnięcia korzyści majątkowej - zagrożone karą od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności,
- usiłowanie oszustwa – zagrożone karą od 3 miesięcy do 5 lat więzienia,
- próbę udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, która nie została w pełni zrealizowana.
„Super Express" podał, że Dariusz G. miał stawić się we wtorek w sądzie na kolejnej rozprawie. Z informacji dziennikarzy wynika, że od czasu zatrzymania pozostaje w areszcie.
Milczenie otoczenia artystki
Redakcja „Super Expressu" skontaktowała się z menedżerem Viki Gabor z prośbą o komentarz. Ten - w imieniu wokalistki odmówił wypowiedzi w tej sprawie.
Portal Jastrząb Post, powołując się na ustalenia „Super Expressu", zwrócił uwagę, że sprawa karna ojca może tłumaczyć jego nieobecność na głośnym romskim „ślubie" 18-letniej Viki z 19-letnim Giovannim Trojankiem – ojca nie było ani na zdjęciach, ani na nagraniach z uroczystości.
Nie pierwszy konflikt z prawem
Jak przypominają oba portale, to nie pierwszy raz, gdy Dariusz G. znalazł się na wokandzie. W czerwcu 2024 roku brał udział w głośnej awanturze drogowej w Warszawie. Początkowo sam twierdził, że został pobity do nieprzytomności, a jego córka miała doznać urazu oczu.
Przed sądem zupełnie inną wersję przedstawił jednak drugi uczestnik zdarzenia, który zeznał, że to on był ofiarą ataku:
„Zauważyłem auto, które agresywnie próbuje się wcisnąć pomiędzy jadące pojazdy. Kierowca zjechał ze swojego pasa, przekroczył linię ciągłą i uderzył w mój samochód. Potem otworzył szybę i zaczął do mnie krzyczeć. (…) Był wulgarny, prowokował mnie i groził. Cały czas krzyczał, po czym zaczął kopać moje auto, szarpać za lusterko i inne elementy samochodu. (…) Przestraszyłem się tego mężczyzny. Nie wiedziałem, z kim mam do czynienia".
Dokładnie rok po tej samochodowej szarpaninie Dariusz G. trafił do aresztu - tym razem pod zarzutem udziału w grupie wyłudzającej pieniądze „na policjanta".
Rozmowy na Facebooku