wyświetlenia
Nagranie pod artykułem
Z relacji autora nagrania wynika, że podjechał tam z pasażerem, który wysiadł z auta. Chwilę później kierowca jadący za nim miał zacząć mrugać światłami, a następnie podjechał obok i zażądał, by natychmiast odjechał. Powodem miało być rzekome to, że nie może tam stać, bo na miejscu obowiązuje jakiś „układ”.
Autor opisu podkreśla, że również pracuje jako taksówkarz. Jak zaznaczył, jego samochód nie miał klasycznego oznakowania korporacyjnego, ale znajdowały się na nim numer boczny, kogut taxi oraz cennik. Mimo tego drugi kierowca miał zachowywać się tak, jakby chciał go przepędzić i pokazać, kto rządzi na tym postoju.
Na tym jednak sprawa się nie skończyła. Po całej sytuacji agresywny mężczyzna miał się jeszcze wygrażać i sugerować, że autor nagrania nie wie, co właśnie zrobił. Z opisu wynika też, że padły słowa mające sugerować, iż ktoś może go później „dopaść”.
Na miejsce wezwana została policja. Według autora relacji interwencja zakończyła się tym, że agresywny kierowca musiał zapłacić za zniszczenie telefonu. Cała sytuacja wywołała spore poruszenie, bo pokazuje, że nawet w miejscu publicznym, przy jednym z najważniejszych punktów komunikacyjnych miasta, może dojść do jawnego zastraszania i agresji.
Rozmowy na Facebooku